Strój kolarza

Autor: | Opublikowane w Higiena kolarstwa Brak komentarzy | Tagi:

Jeżeli kolarstwo ma swobodnie wywierać wysoko dodatni wpływ swój na zdrowie, to i strój kolarza powinien być sporządzony według ściśle higienicznych zasad. Otóż higiena wymaga od każdego ubrania trzech najgłówniejszych warunków:

1) Ubiór powinien być stosunkowo lekki – a jednak nie oziębiający zbytnio ciała.

2) Powinien móc dobrze wciągać w siebie wodę i również łatwo ją oddawać tj. wysychać.

3) Nie powinien krępować obiegu krwi.

Od ubioru kolarza musimy jeszcze więcej wymagać. Nie powinien on nam w jeździe zawadzać.

Oprócz tego znany pisarz sportowy Dr Martin Siegfried w świetnej swej broszurze pt. „Czy kolarstwem jest zdrowe” stawia to ważne żądanie, żeby sportowe ubranie nie przeszkadzało nam do pełnienia czynności zawodowych.

Jak się przekonamy, większości kolarzy trudno będzie odpowiedzieć tym wymaganiom.

Zacznijmy od najważniejszego punktu – spodniego ubrania. Gdy tylko rzucimy spojrzenie na te najrozmaitsze i najdoskonalsze rodzaje koszul, już możemy dostać zawrotu głowy. Tu chór cały śpiewa hymn na chwałę Jagerowskiej wełny wielbłądziej, tam znów odważny zastęp walczy za czystą wełną. Lahman broni swej zreformowanej wełny, Dr. Siegfried kruszy kopie za porowatą bielizną płócienną, a uśmiechnięte oblicze księdza Kneipp’a – zaleca swojego pomysłu osłonę ciała.

Każdy ogłasza inny ubiór za szkodliwy, nieracjonalny, tylko swój za jedynie właściwy i zdrowy.

Cóż nauka powiada o tej zawziętej Walce między płótnem, bawełną, wełną i jedwabiem? Słuchajmy i podziwiajmy! Podług ostatnich wniosków higieny, różnica pomiędzy jednakowo utkanymi rozmaitymi materiałami zawiera się w stopniu ich mocy. Cienka bawełna tak samo zachowuje się względem wody jak gruba wełna lub jedwab.

Przekonał się o tym Lahman i czystą wełnę, która ma swoje wady, oraz włos wielbłądzi zastąpił tańszą bawełną. Wełna bowiem w nadzwyczajny sposób drażni skórę i wiele wysypek u kolarzy jej tylko przypisać należy. Oprócz tego, podług van Leuven’a, powiększa tworzenie się potu i rozmiękcza ciało.

Ale bądźmy sprawiedliwi! Wełna może daleko więcej w siebie wchłonąć wody, niż inne materiały, sama nie będąc mokrą. Każdy z obu materiałów ma swe dodatnie strony, należy więc pozostawić osobistemu gustowi, z uwzględnieniem wymagań zdrowia, zdecydowanie się na jedno lub drugie. Kto ma upodobanie do płótna, może spróbować porowatej bielizny płóciennej, która jest doskonałą. Dr Freszel, znany pisarz sportowy i niezmordowany pionier kolarstwa, z wełny przerzucił się na płótno. Po 18-o letnim używaniu wełny, która rozpieszczała jego skórę, ujemnie na nią oddziaływając, zachwyca się teraz Schonherrowskim porowatym płótnem, jak również Dr Siegfried, który go się nachwalić nie może Schonherrowskie spodnie ubranie składa się z grubej siatkowej koszuli i spodni, na które idzie ubranie z gęsto utkanego materiału.

Zwyczajna koszula płócienna jest latem wprost szkodliwa, ponieważ w mokrym stanie przylega do ciała i łatwo wywołać może zaziębienie.

Kto ma bardzo wrażliwą skórę, którą wolna  lub bawełna drażni, ten powinien spróbować cienkiego jedwabnego materiału, nota bene, jeżeli starczy na to pieniędzmi. Również różne materiały flanelowe, jak np. nowo wynalezione Beuba, podług sprawozdań różnych pism, pod względem przepuszczalności powietrza i przewodnictwa ciepła mają w niczym nie ustępować najlepszym trykotowym materiałom.

Na co byśmy się tylko zdecydowali, o jednym nic powinniśmy nigdy zapomnieć, o najdrobiazgowszej czystości. Dr Siegfried dla tego też oddaje pierwszeństwo porowatym płótnu Schonherr’a, ponieważ, przesiąkając charakterystyczną wonią potu, po kilku dniach musi być zmienione. Zapach bowiem jest stróżem czystości.

Natomiast uważam za przesadzone żądanie Dr. Siegfried’a, żeby koszula była bardzo krótką. Przy moich częstych ćwiczeniach nie mogłem znaleźć żadnej różnicy w noszeniu krótkich lub długich koszul.

Sięgające do kolan trykotowe spodnie, w rodzaju spodni do pływania, w połączeniu z długimi pończochami uzupełniają spodnie ubranie. Można używać też i płóciennych spodni tej samej długości, ponieważ z jednej strony tworzenie się potu nie jest tu tak znaczne, z drugiej zaś niebezpieczeństwo zaziębienia się – daleko mniejsze. Wtykanie długich spodni do pończoch jest niehigieniczne. Również wskutek noszenia zbyt krótkich spodni, na niezakrytych miejscach kolana i uda, utworzyć się łatwo może wysypka.

Na wierzchnie ubranie zaleca się lekka marynarka z angielskiego chcAdofu lub cienkiego trykotowego materiału. Zwłaszcza ten ostatni najlepiej odpowiada wymaganiom zdrowotności. Marynarka nie powinna być za wąsko krajana, lecz podług angielskiego fasonu wygodną, luźnym pasem ściągniętą. Kieszenie (zaopatrzone, ma się rozumieć, w guziki) nie powinny być głębokie, aby przy jeździe nie przeszkadzały. Nie powinno się zapominać o sznurach do luźnego zawieszania marynarki na ramionach w czasie dużego upału. Na podszewkę i kieszenie zaleca się flanelowy lub wełniany materiał.

Czy się ma krótkie, do kolan, czy długie spodnie nosić, zostaje to do upodobania każdego lekarza. Ja, ze swej strony, wbrew Dr Siegfriedowi, wolę krótkie spodnie. Nie tak długo nastąpi ten czas, kiedy strój kolarski, jako towarzysko uznany ubiór, będzie miał wstęp wszędzie. Na wsi, w kąpielach morskich, w leczniczych miejscowościach reforma ta została już przeprowadzoną. W dużych miastach ukazują się zaledwie jej początki. Krótkie jednak spodnie nie powinny być ściągnięte gumką, ale małą sprzączką, gumka bowiem krępuje nogę i przeszkadza odpływowi krwi z przedudzia wskutek ściśnienia wierzchnich narządów i może wywołać nieprzyjemne uczucia, jak przechodzenie, mrowia, symptomaty znużenia, darcie, nawet kurcze. Sprzączką zaś najłatwiej można wywrzeć mały, równomierny nacisk, wystarczający do przytrzymania pończoch, bez krępowania narządów.

Pas również powinien lekko tylko otaczać ciało, inaczej bowiem przez nacisk na wnętrzności mogą podobne powstać objawy, jakie wytwarzają się przy szczegółowo omawianej już jeździe pań w gorsecie.

Natomiast zaleca się –  nosić dobrze przystający, odpowiedni do nogi trzewik. Jasne półkamasze nie są praktyczne. Łatwo dostają się do nich małe kamyki, kurz i przeszkadzają w ruchach. Najlepsze są niezbyt wysokie sznurowane trzewiki, które zabezpieczają kostkę od zwichnięcia przy zeskakiwaniu. Czapeczka powinna być lekka, bez skóry wewnątrz, z jednej tylko wełny, lub trykotowego materiału. Średniej wielkości daszek dla ochrony oczu od rażących promieni słońca, a z tyłu trzy guziczki do przypinania ochronnego fartuszka od promieni słonecznych są bardzo zalecane.

W zimie przy krótkich wyjazdach można śmiało pozostać w zwykłym codziennym ubraniu, gdyż ukrochmalona bielizna płócienna ma właśnie te zalety, że nie przepuszczając ciepła, nie daje ciału ostygnąć.

Bardzo pożytecznym jest w zimie tak zwany kołnierz kolarski, który jednak podczas wielkich tylko chłodów nosić należy.

Powinno go się brać ze sobą w drogę, aby podczas odpoczynku na wolnym powietrzu, zepsucia się kołowca łub zmiany powietrza ochronić ciało od zaziębienia.

Co do zaopatrzenia się w inne przedmioty, mogę tylko odesłać łaskawego czytelnika do właściwych podręczników, których jest wiele, bardzo dobrych i bardzo rozpowszechnionych.

Dużo zabierać ze sobą – jest krępującym, w każdym jednak razie tyle, żeby nie zależeć od cudzej łaski.